Jesteś tutaj:

24.09.2020

XXI Maraton Browning Feeder Extreme okiem zwycięskiej drużyny

Maraton Browning Feeder Extreme to już tradycja. Organizowany od ponad 20 lat urósł do rangi imprezy międzynarodowej w której startuje ok. 200 zawodników. Pomimo, że różni się trochę od tradycyjnych zawodów feederowych to ma swój niepowtarzalny urok i wiele ekip bierze w nim udział od samego początku. XXI edycja tej imprezy wystartowała z nieco zmienionym regulaminem, ograniczając zawodników do jednej wędki, co pozytywnie wpłynęło na zwiększenie powierzchni do wędkowania dla poszczególnych drużyn tworząc rywalizację bardziej sportową.

 

Nasza drużyna Browning Feeder Crew Roztocze wystąpiła w składzie: Piotr Buczek, Piotr Mołdoch, Tomasz Krawiecki, a kierownikiem i trenerem drużyny był Marcin Długosz. Na losowaniu dostaliśmy stanowisko nr 21, czyli druga część zbiornika od strony Nielisza. W tamtej okolicy nie są organizowane żadne inne feederowe zawody, a rekreacyjne wędkowanie jest również mocno utrudnione ze względu na ograniczony dostęp do wody przez prywatne działki. Wiedzieliśmy, że przy dobrych warunkach pogodowych i odpowiednim kierunku wiatru mogą być tam ryby, ale kluczem będzie dokładne wygruntowanie stanowiska, gdyż często nie jest tam tak równo jak od strony Nawozu. Dobrze zorganizowane stanowisko na przestrzeni tak wielu godzin pozwala zaoszczędzić naprawdę sporo czasu, dzięki czemu można wrzucić do siatki kilka ryb więcej co często w końcowej punktacji ma kolosalne znaczenie. Dlatego decydujemy się na wędkowanie z koszy, w naszym przypadku Browning Black Line D36. Po wstępnym rozstawieniu stanowisk zabieramy się za gruntowanie, które rozpoczynamy od 75 metra. Po wstępnym rozpoznaniu na 66m znajdujemy blat z wyraźnie twardszym dnem i jednomyślnie decydujemy, że to będzie jedna z linii, na której zaczniemy wędkowanie. Wiatr mamy boczny, który zgodnie z prognozą będzie się nasilał więc na ten dystans rozkładamy wędki z serii Black Viper III do 100, a na mocniejsze podmuchy do 140g. co pozwala naprawdę celnie i komfortowo wędkować na tej odległości nawet przy trudnych warunkach. Drugą linię robimy na 40m i tam nieco mniejszą ilość towaru ma podać Piotr Buczek. 

 

Plan kierownika jest taki: dwóch zawodników zaczyna na obficie zanęconym dalekim dystansie, natomiast jeden który podaje mniej na wstępie wędkuje bardziej aktywnie na 40m – dystans, który będzie dawał regularne ryby ma zostać zaatakowany później przez wszystkich 3 zawodników. Mieszankę do nęcenia stanowi czysta zanęta Big Brem zmieszana w stosunku 1:1 z Quick Skimmers. Wszystko jest uzupełnione o robactwo w postaci: białego robaka, kastera oraz ochotki haczykowej. Jak to zwykle bywa założenia początkowe nie zawsze się sprawdzają. Brania na początku pojawiają się na łowisku dalej od brzegu, ale brak jest regularności i odławiamy pojedyncze ryby. Po 2 godzinach pada pierwszy leszcz z 40m jednakże nadal regularności w braniach brak. Po kilku godzinach decydujemy, że już do końca będziemy budować 2 plamy nęcenia, skrajni zawodnicy będą łowić tam na stałe, a środkowy zawodnik będzie doskakiwał do nich w zależności od intensywności brań na danej linii. Dzięki temu utrzymujemy regularność odławiania ryb dla drużyny, przekazując sobie co jakiś czas pałeczkę prowadzącego. Godziny uciekają i szybko zapada zmierzch, po kolacji, lekkim odpoczynku i omówieniu z kierownikiem dalszej taktyki wracamy na stanowiska starając się wydłubać kolejne pojedyncze ryby. Wiemy, że nocy nie wolno nam odpuścić, choć systematyczność w odławianiu po zmroku zaczyna słabnąć. Przez cały czas trwania zawodów musimy dopasowywać się do upodobań ryb przekazując sobie nawzajem spostrzeżenia z ich aktualnych preferencji. Nawet rano, gdzie zazwyczaj ryba się już dość mocno nakręcała musimy kombinować, a na półce bocznej nadal jest z nami ochotka haczykowa. 

 

Wycieńczeni, po nieprzespanej nocy i prażącym porannym słońcu wrzucamy kolejno na wagę: 39 + 32 + 40kg co daje łącznie 111kg i upragnione 1 miejsce w klasyfikacji drużynowej.